• Wpisów:14
  • Średnio co: 239 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 16:15
  • Licznik odwiedzin:3 707 / 3596 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
kiepskie horrory, kawa&saturday night live. a dzisiaj bawimy się lepiej niż kiedykolwiek.
 

 
w zawoji było grubo, ale to było w środę, a od czwartku siedzę sobie. budzę się o 12 i siedzę pod kołdrą. ewentualnie wymykam się do łazienki, albo po herbatę. czasami zajrzę do książki, nie mam ochoty na filmy, nie mam siły tańczyć. więc siedzę dalej. jakoś po drugiej zasypiam i potem znowu budzę się o dwunastej i tak w kółko. wszystko przełożyłam na przyszły tydzień, ale jakoś nie czuję, żeby jutro coś miało się zmienić.
 

 
<object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/xRu4IYFOH8I&;hl=pl_PL&fs=1&"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/xRu4IYFOH8I&;hl=pl_PL&fs=1&" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object>
 

 
wszystko zaczyna się układać. szykują się dwa dni melanżu, a ładowarka od aparatu cudownie się odnalazła. parę spraw pozostaje niezałatwionych, ale chuj z tym. w końcu dgaf. zaczynam sympatyzować z ludźmi z "jersey shore", kończy mi się wino, kończą mi się szlugi, kończy mi się czas na naukę, uzależniłam się od danmleka. zaczyna mnie kręcić filozofia antyczna, giną mi zakreślacze, kolorowe karteluszki kleją mi się do łokci. będzie sylwester w połowie stycznia i będzie też kinoparty. daję radę.
 

 
nie wiem jak to się stało, że ja, dgaf lasia, "ostatni dzwonek - to tak do mnie pasuje", nagle zamieniłam się w kompletnego kujona. bez wątpienia przemiana nastąpiła w momencie, kiedy wyszłam z empiku z zestawem tęczowych zakreślaczy. ten się śmieje, kto się śmieje w maju.

mimo to nie zamierzam rezygnować z takich przyjemności jak pojawienie się w świętej krówce czy sanki na zalasowskim stoku. mało snu, dużo kawy. lowli.
 

 
"peace before anything
god before everything
love before anything
real before everything
home before anyplace
shoot before anything
style and state radiate
love power slay the hate, priority"

"ferie na pełnej kurwie", matura to bzdura.
 

 
żarty się skończyły.
dgaf.
 

 
<object width="560" height="340"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cQyGYdRqulQ&;hl=pl_PL&fs=1&"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/cQyGYdRqulQ&;hl=pl_PL&fs=1&" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"></embed></object>



najwyżej zamknę się w łazience z butelką wódki i zaleję się tam w trupa i będę płakać, płakać, płakać aż do rana...
 

 
godzina biegania po ulicy, ruski szampan, całusy, przytulanie, "kocham was, kocham was, cieszę się, że jesteście", tokaj, leżenie w śniegu. teraz bolące gardło, katar i gorączka. cholera, coś za coś.
 

 
"It's psychology for beginners. First you have the oral phase, then the anal phase and then the banal phase, right? First you think you're very special individual. You're different, more profound, more spiritual than other people. Then comes the banal phase. Once you've lived that, you know that you're no fucking better than anybody else. You're expendable. You're quite ordinary. You'll die, you'll be buried, eaten by worms, be forgotten by posterity like all other mortals out there. Once you know that, you've grown up. And grown-ups marry. Will you marry me, Tilde?"
 

 
<object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ny8E9ZpdLCw&;hl=pl_PL&fs=1&"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/ny8E9ZpdLCw&;hl=pl_PL&fs=1&" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object>
sons of anarchy s02e13
godzina kompletnej padaczki, roztrzęsłam się, prawie rozpłakałam, oczy wyszły mi na wierzch, zjadłam wszystkie paznokcie i prawie podarłam prześcieradło. to mnie wykończy nerwowo.
 

 
telefon rozładował się we wtorek wieczorem, jeszcze zanim wróciłam do domu. w środę jeszcze jakaś bieganina świąteczna, pierdoły. nikomu nie złożyłam życzeń. trzeci dzień w łóżku. książki, których nigdy nie skończę czytać, kadzidełka, cztery hektolitry herbaty, do poduszki whiskey z colą, rano wódka, do ciasta adwokat. od szlugów boli mnie gardło. ryczę przy filmach, które i tak znam już na pamięć.
od poniedziałku będę znowu wesoła i dowcipna, będę chodzić z koleżankami na zakupy, będę oglądać z przyjaciółmi horrory, obijać sobie kolana na lodowisku, będę zasypiać nad ranem w łóżku pauliny, wyjaśnimy sobie wszystko z k przy butelce dość taniego wina, będę się śmiać i robić wielkie plany na nowy rok. w sylwestra przesadzę z rumem i padnę tuż po północy. obudzę się w 2010 z czystym kontem, jak przez mgłę pamiętając, że 2009 był na plus. bez rewelacji, ale na plus. je ne regrette rien.
ale to dopiero od poniedziałku, teraz potrzebuję spokoju. w tym roku zamiast kolęd shaggy - in the summertime i dziękuję, ze stopniał ten jebany śnieg.